Skandalicznie dobra sztuka?


______


Agnieszka Chwiałkowska

Czy to, co w sztuce jeszcze kilka lat temu było szokujące i nie przyjęcia, dziś nadal takie jest? Aby się o tym przekonać wystarczy wybrać się na wycieczkę po warszawskich galeriach, a okazji jest niemało jako, że może nie w jednym miejscu, ale w jednym czasie spotkali się tytani sztuki współczesnej. Piotra Uklańskiego, Maurizio Catellana i Zbigniewa Libery nikomu nie trzeba przedstawiać, podobnie jak ich twórczości. Znamy i pamiętamy sławetnych Nazistów zaatakowanych w 2000 roku szablą przez Daniela Olbrychskiego, La Nona Ora – za którą, jak mówi sam Cattelan, Polacy go nienawidzą, czy Lego – obóz koncentracyjny, którego przyjęcia na biennale w Wenecji w 1997 roku odmówił polski pawilon, a pod koniec 2011 roku instalację odkupiono od norweskiego kolekcjonera za sumę 245 tyś. złotych, oczywiście do polskiego muzeum! Takich ich znamy i pamiętamy, ale czy ich obecna twórczość nadal wywołuje skandal? A może to tylko stwierdzenie dla zasady? W końcu to utytułowani przez społeczeństwo obrazoburcy! 



Przeciętnemu i średnio zainteresowanemu sztuką człowiekowi, nazwisko Libera kojarzy się tylko z wielkim skandalem, klockami lego, owłosionymi lalkami i mnóstwem niewygodnych pytań o traumy, których nasze społeczeństwo wciąż jeszcze nie przepracowało i ciągle stara się ukryć. Ale tak naprawdę za tym nazwiskiem kryje się o wiele więcej. Jedną z twórczych osobowości artysty, tym razem jako fotografa, prezentuje Galeria Raster, gdzie można zobaczyć cykl wielkoformatowych fotografii zatytułowany Nowe historie (zrealizowany w latach 2011-2012). Jak już sam tytuł wskazuje, tym razem nie zobaczymy tego, do czego przywykliśmy. Nie ma tutaj obiektywnego oka dosadnie ukazującego surową rzeczywistość, która funkcjonuje pod stałym nadzorem różnego rodzaju cywilizacyjnych ograniczeń (o czym opowiadał cykl przedmiotów-obiektów). Nie ma tutaj również „dziennej dawki” skandalu, czy przetworzonej w Pozytyw wizji przeszłości. A więc czego możemy się spodziewać? Czy w swojej nowej pracy Libera po raz kolejny jawi się jako diagnosta teraźniejszości? Oby nie. Nowe historie są namacalnym obrazem podświadomych myśli dotyczących tym razem nie tego co było, ale co będzie. I tak oto dosięga nas futurystyczna apokalipsa, gdzie policjanci, rastafarianie, czy ortodoksyjni Żydzi realnością każdego skrzętnie dobranego i przemyślanego szczegółu wzbudzają nieuzasadniony (?) niepokój. 

Realność jest również nadrzędną cechą prac Maurizio Cattelana, który mimo doprowadzenia do furii prawicowych parlamentarzystów i pośrednio do dymisji dyrektorki Zachęty – Andy Rottenberg – powrócił do stolicy przedstawiając swój nad wyraz zinterpretowany Amen w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Czy twórca ludzkich figur z żywicy epoksydowej i spreparowanych zwierząt szokuje bardziej niż wcześniej? Czy Amen oddziałuje na odbiorcę tak silnie jak marszand Massimo de Carlo przyklejony taśmą izolacyjną do ściany, wielka dziura w podłodze galerii, która stanowi formę nagrobka, czy olbrzymie show, które zaczyna się w kościele a kończy na cmentarzu? Mimo rozpoczętych na długo przed otwarciem wystawy spekulacji, odpowiedź brzmi: nie do końca. Jeśli wybierzemy się na wystawę tylko po to, by zobaczyć wielkiego burzyciela systemów i wartości, człowieka obnażającego wewnętrzne mechanizmy, możemy się nieco rozczarować, bo zamiast tego przyjdzie nam odpowiedzieć na kilka pytań związanych z winą, przebaczeniem i umieraniem, co oczywiście nie każdemu z nas się spodoba. Ekspozycja składa się z ośmiu prac, które zostały wybrane specjalnie przez artystę. W dwóch dużych i sterylnie białych salach znajduje się sześć z nich. Możemy tu zobaczyć najgłębszą ludzką tajemnicę skrytą w dwojakości natury, która w pełni jawi się dopiero wobec śmierci, rodzinę pełną nieznanych antagonizmów, czy też symboliczny wymiar cierpienia z tabliczką INRI. 

Najbardziej spektakularną pracą jest jednak kobieca postać bez tytułu. Oczywiście nie jest to, jak na Cattelana przystało, wizerunek typowy, ale jak czytamy „ukrzyżowanie, które zmusza do refleksji nad etycznym i antropologicznym wymiarem ofiar”. Jak dowiadujemy się od wolontariuszy oprowadzających po wystawie, dzieło zostało zainspirowane fotografią amerykańskiej artystki – Francesci Woodman, która w swoim krótkim, bo dwudziesto dwu letnim życiu, obsesyjnie pragnęła zobaczyć własną śmierć i ukazać ją właśnie przy pomocy fotografii. Początkowo praca Cattelana, tak jak fotografia Woodman, przedstawiała kobietę wiszącą na framudze drzwi. Później w trakcie transportu rzeźbę umieszczono w skrzyni i dla większego bezpieczeństwa przybito za ręce oraz nogi co nadało rzeźbie nowy wymiar i Cattelan zadecydował, że właśnie w tej formie miała być eksponowana. Dziś dzięki temu możemy zobaczyć niezwykle przejmujący i werystyczny obraz kobiety ukrzyżowanej we własnym łóżku. Ale to jeszcze nie koniec. Przed Zamkiem umieszczono chłopca stanowiącego 1/3 projektu, który został wystawiony w 2004 roku na Piazza XXIV Maggio w Mediolanie, wywołując szeroko dyskutowany akt wandalizmu. Równie silnie komentowanym elementem wystawy jest część ekspozycji ukazująca rzeźbę On, która znajduje się przy ulicy Próżnej 14. Mimo tego, że rzeźba została wykonana dwanaście lat temu, to dopiero tutaj, w murach zrujnowanej kamienicy umieszczonej na terenie dawnego żydowskiego getta, nabiera nadzwyczaj mistycznego znaczenia. Z jednej strony Amen został bardzo dokładnie zinterpretowany przez kuratorów i skrytykowany przez prasę, przez co wydaje się, że niczym nie może nas zaskoczyć. Z drugiej zaś, kiedy tylko wyłączymy umysł zapominając o wszystkim, co wcześniej usłyszeliśmy, poczujemy się jakbyśmy znaleźli się w psychodelicznym świecie z marionetkami i zwierzętami, które mimo tego, że są martwe, nadal zdają się żyć. Czy po dwunastu latach nieobecności w Polsce, sztuka Cattelana znów wzbudza ferment, znów skandalizuje? A może tym razem daje nam coś więcej, nadal dobrze się przy tym sprzedając? 

Całkowicie inna, bo nad wymiar surrealistyczna i poddana ironicznej wiwisekcji rzeczywistość pojawiła się z kolei na imprezie urodzinowej Piotra Uklańskiego w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. Czterdzieści i cztery to tytuł retrospektywnej wystawy, której jak sam autor mówi, nie powinno się oglądać, i jeszcze dodajmy fotografować, bo tego również sobie nie życzy. Oczywiście można go posłuchać i ominąć galerię szerokim łukiem, ale zaręczam nie warto. To co tym razem pokazał Uklański warte jest bowiem niejednej zniszczonej szabli! Po wystawie Polska Neo-awangarda, którą można było zobaczyć w październiku i listopadzie ubiegłego roku w Londyńskiej Carlos Gallery, podniosły się głosy sprzeciwu wobec „naszej dumy narodowej”. Pełna oburzenia Kozyra napisała, że Uklański „powiększa cudze prace (fotografie) i wystawia je na sprzedaż pod własnym nazwiskiem”. To całe zdarzenie przyniosło znamienną myśl o twórczym kryzysie artysty, ale jak się szybko okazało daremną, ponieważ wciąż pomysłów ma niemało. Na pierwszej retrospektywnej wystawie Uklańskiego w Polsce zaprezentowano przede wszystkim jego swobodę w poruszaniu się pomiędzy różnymi mediami. Jedna z sal została przemieniona na rodzaj jaskini, inna stała się gigantyczną płócienną macicą, kolejna miejscem ukazania prywatnej kolekcji artysty przedstawiającej aktorów porno przypominających postacie z pierwszych stron gazet, a jeszcze w następnej zostaliśmy zaproszeni na nietypowe party, i to właśnie ta praca wzbudza największe zainteresowanie wśród odbiorców. Być może dlatego, że nie da się przejść nie zauważając jej! Instalacja Bez tytułu (Polska Über Alles) powstała z dwóch wcześniejszych prac artysty – migotliwej, dyskotekowej podłogi Dance Floor oraz sprzedanej przez dom aukcyjny Phillips de Pury & Company za 568 000 funtów serii Naziści. Wydawać by się mogło, że nowy projekt artysty tworzy wybuchowe zestawienie, i tak też jest. Bo tak naprawdę mało kiedy widz może poczuć się tak, jak wówczas gdy stoi w neoklasycystycznej sali wytapetowanej „po brzegi” zdjęciami pięknych nazistów, gdzie same nogi rwą się do tańca. Czy więc można uznać Uklańskiego za wybawcę i mesjasza, którego Mickiewicz zapowiada w Dziadach

Czy kolejnym wskrzesicielom sztuki przystoi budować ją na skandalu? A czegóż innego pragnie współczesny odbiorca, kiedy niemal wszystko przestało już zaskakiwać, jak nie właśnie skandalu?


Zbigniew Libera, Nowe historie
17.11.2012-12.01.2013 Galeria Raster 

Maurizio Cattelan, Amen
16.11.2012 - 24.02.2013 Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski

Piotr Uklański, Czterdzieści i cztery
11.12.2013 - 17.02.2013 Zachęta Narodowa Galeria Sztuki

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz