Z Krakowa do Lublina. Wystawa Julity Malinowskiej

_____

Agnieszka Rozciecha


Wystawa Julity Malinowskiej, która miała miejsce 24 lutego odbyła się w ramach Młodego Forum Sztuki Galerii Białej. Artystka jest absolwentką Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, ale również jest związana z Lublinem (a dokładnie Wydziałem Artystycznym UMSC). Równolegle w Galerii Białej odbyło się otwarcie wystawy Bogny Burskiej - Filmy. Przenikanie się dwóch światów, zewnętrznego: ulicy Lublina i wnętrza kryjącego skarby kultury oraz wzajemne obserwowanie – jest częścią procesu poznania artystycznych doznań. Obrazy zostały świetnie wkomponowane w przestrzeń galerii.

Mówi się, że artysta używając słów jest jak dziecko, obraz zatem powinien mówić sam za siebie, słowa są w tym przypadku zbędne. Co ciekawe, pod obrazami Malinowskiej nie było żadnych podpisów - co można uznać za dosyć ciekawy pomysł, odbiorca sam mógł nazwać płótno - jednak wszystkie dzieła tworzyły jedną opowieść. Motywem przewodnim wystawy była plaża oraz przestrzeń, przedstawiona w różnym tonach barwnych, subtelne opowieści bez narracji, ślady przeszłości. Autorka maluje sama siebie na płótnie. Obserwując zachowania społeczne, relacje miedzy ludźmi w różnych sytuacjach życiowych przenosi je na płótno. Umiejętnie konstruuje swój własny świat. Obrazy w stylu minimalistycznym, dopracowane postaci bez zbędnych przekształceń, przerysowań sprawiają, że widz ma wrażenie obcowania z czymś estetycznym, ładnym i może nazbyt prostym. Na pewno warto zobaczyć tą wystawę.


Julita Malinowska
Malarstwo

24.02 - 16.03.2012
Galeria Biała
Młode Forum Sztuki

Pamięć obrazów – czyli trwałość pamięci

_______

Gabriela Rybak


Wystawa składa się z dwóch warstw obrazów, tworzących dwa zbiory. Jeden z nich odsyła nas do archiwum przeszłości, którym jest pamięć, a drugi do zespołu realnie istniejących obiektów. Punktem startowym, uruchamiającym intersubiektywną pamięć jest śpiew trznadla, który słychać po wejściu do sali ekspozycyjnej. Zapewne większość z nas przypomina sobie z dzieciństwa charakterystyczne, melancholijne cik, cik, cik, ciiiik, które to dźwięki, najczęściej w porze późnowiosennej i letniej, emituje ów mały, żółciutki ptaszek. Na tło akustyczne, będące głosem ptaka, nakładają się obrazy wyświetlane na ekranie znajdującym się w centrum sali wystawowej, tworząc synestezyjne poczucie znajomości sytuacji. Przestrzeń galerii zamienia się w naszej świadomości w… łąkę, skraj lasu, miasta lub innego rodzaju terytorium, które kojarzy się nam z dzieciństwem. W miejscu tym, pełno jest szczątków świadczących o minionej obecności ludzi, o istnieniu, które kiedyś regulowane rytmem życia fabryk, dziś przeminęło wraz z nimi, jak by było jedynie dodatkiem do egzystencji przemysłowych organizmów. Autorki, przez nałożenie na siebie multimedialnych artefaktów, rekonstruują nasze doznania z przeszłości, a wywołany efekt jest doskonałą protezą zachowanych w naszej zbiorowej i indywidualnej pamięci wrażeń.

Pamięć obrazów

______

Agnieszka Chwiałkowska


W Galerii Labirynt otwarto wystawę Alicji Karskiej i Aleksandry Went pod tytułem „Pamięć obrazów”. Karska i Went są absolwentkami Gdańskiej Akademii Sztuki Pięknych i mimo że dyplom uzyskały w innych pracowniach, tworzą razem od czasów studenckich. Drogi autorek fotografii, instalacji i projektów filmowych, połączyła wspólna chęć przywrócenia życia temu, co zapomniane, można by wręcz rzec, już nawet nie chciane. Przedstawiając obrazy rzeczywiste – umarłe i zniszczone, jak i te wyimaginowane historie na stronach książki próbują obudzić w odbiorcy pamięć zatartych obrazów.

Zanim się stanie

______

Liliana Kozak


Wewnątrz galerii - wylany gips - na którym ustawione baletki zdają się utrzymywać równowagę. Subtelny róż wstążek i szarość baletek stapia się z jaśniejszą szarością gipsu. Kojarzą mi się z ariergardą, która wspiera się na dopiero zastygłym gruncie współczesnych działań artystycznych. Wyraźny ślad wzdłuż kałuży gipsu, chlapnięcia, formy jeszcze nie do końca okrzepłe, konkurują z kunsztem dawnych mistrzów. Kierujemy się do salki na dole, przez wąskie, strome schodki, robi się coraz ciemniej i cieplej. Przez gumową zasłonę wchodzimy do małej, ciemnej salki jak do sauny. Stoimy w kolejce, próbując się domyśleć, na co spoglądają poprzednicy przez maleńki otwór, źródło światła. Na filmie widać nagą, dziewczęcą postać unoszącą się na powierzchni wody. Z rękami na piersiach wydaje się trwać w medytacji. Faluje woda jeziora. Czy tytułowa konwulsja - właśnie minęła? Lekkość kroku tancerza zachwyca, lekkość ducha przebija warstwy ćwiczeń, kontuzji i przeobrażeń. Ślad gestu tym razem został utrwalony, nie pozostawiając nas naprzeciwko skończonej, idealnej wypowiedzi tancerza, substancja twórcza otacza, niczym emocjonalnym całunem buty, echo kroków.

Realności

_______

Liliana Kozak


Yael Frank pracuje w obszarze video, fotografii i rzeźby. Mieszka w Tel Awiwie, przygotowuje pracę magisterską w Bezalel Academy od Arts w Jerozolimie. Posiada dyplom The Cooper Union School of Art w Nowym Yorku, gdzie wyjechała na roczne stypendium naukowe. Ma za sobą wystawy zbiorowe i indywidualne m.in. w Nowym Yorku, Brooklynie, Los Angeles i Tel Awiwie. Wystawa w Galerii Labirynt pokazuje różnorodne spektrum jej zainteresowań. Przed wejściem do galerii napotykamy tryptyk video - ukazujący relacje międzyludzkie przy okazji święta Purim. Trzy obrazy wyświetlane na przemian zachęcają do różnych zestawień treści. Mimo różnic społecznych w ten dzień świętujący są razem, czują i cenią swoją jedność narodową. Święto ma charakter karnawałowy, uczestnicy tańczą, piją wino, radośnie bawią się razem.
"Party poppers" (tytuł wystawy) są nieszczęśliwi, impreza im się nie podoba, mają ważniejsze sprawy na głowie, przyszli ale cieszą się z tego. Ciągną się za nimi niewidoczne czarne baloniki, nie dając o sobie zapomnieć.

List otwarty do Ludzi miasta Lublina

______

Piotr Loulou Lużyński



Wygląda na to, że w Lublinie kultura przestała się OPŁACAĆ. Ciekawe, co miało tak radykalny wpływ na zmianę POLITYKI miasta. A może radnym nie po drodze w tym kierunku skoro Lublin nie został stolicą kultury 2016.

Może nie jest już w INTERESIE miasta wspieranie działań artystycznych i bezrefleksyjnie teraz zacznie wielkie czystki kulturalne. Ciekawe, czy inicjatorzy naszego biegu po wygraną przewidzieli taki scenariusz i czy mają jakiś pomysł, co dalej z takim miejscami jak "Tektura", bo to miejsce w walce o nominacje było w 100 procentach lojalnym sprzymierzeńcem. Mówi się, że rewolucja zjada własne dzieci. Pozostaje tylko pytanie czy Lublin kiedykolwiek zasługiwał na miano stolicy kultury i czy tak naprawdę nie była to walka tylko o wymierne korzyści, które miały wypełnić miejskie konto. Dlaczego nie dostrzega się w takim kulturalnym mieście głębokich wartości jak bezinteresowne zaangażowanie, niemodne dziś ideały ludzi tworzących coś, w co wierzą. Tacy ludzie istnieją w Lublinie, stworzyli dla nas "Tekturę" - miejsce nie poddające się kompromisom programowym, politycznym rozgrywkom, dotacyjnej obłudzie. Miejsce wolne, otwarte dające schronienie zjawiskom i sytuacjom, które nie mają szans zaistnieć w komercyjnym mainstreamie, postawom często nierozumianym ale obecnym w naszym społeczeństwie i koniecznym do zaakceptowania. Miejsce prawdziwej ALTERNATYWY. Alternatywa ma głęboką tradycję w naszym mieście, tylko mam wrażenie, że stetryczała na ciepłym etacie, zapominając, co to wolność wypowiedzi, oddolna inicjatywa, dyskurs społeczny. Alternatywa, z którą wielu szanowanych i istotnych działaczy, twórców a nawet polityków łączą silne korzenie. Gdzie są, gdy potrzeba takiego miejsca jak "Tektura" w naszym mieście jest kwestionowana? Mówimy o mieście, w którym odbywają się Konfrontacje Teatralne. Lubelska Chatka Żaka obrosła w legendę jako mekka ruchu studenckiego walczącego z systemem totalitarnym. Tu istniało Studio Teatralne, z którego twórcy wyruszali w świat pokazywać lubelski alternatywny sposób patrzenia na rzeczywistość. Przez lata Centrum Kultury dawało tym samym twórcom schronienie, aby nie zeżarł ich bezlitośnie raczkujący kapitalizm a unikatowe zjawisko alternatywy Lubelskiej mogło przetrwać. Gdzie są ci ludzie gdy miejsce, w którym ich dzieci mogą kontynuować tą tradycję jest szykowane do zamknięcia. A może to koniec, może należałoby spytać, kto następny - Galeria Labirynt, Rozdroża, Centrum Kultury bo Chatka Żaka padła już dawno. Nie do pojęcia jest dla mnie taka sytuacja. Choć z drugiej strony gdy patrzę na powstawanie marionetkowych ośrodków wypełnionych rzeszą zindoktrynowanych wolontariuszy, wykonywujących skrzętnie i bezrefleksyjnie przydzielone im funkcje, a całość powstaje by legitymizować działania i cele wytyczane przez politycznie zależnych menadżerów kultury, to sytuacja, że ktoś opluwa i depcze tą piękną tradycję przeraża, ale wydaje się być w jakiś dziwny sposób logiczna.

Fake Art Michała Brzezińskiego

_______

Gabriela Rybak


Michał Brzeziński świadomie porusza się po artystycznych ścieżkach, które sam sobie wytycza. Nie dość, że tworzy własne, oryginalne konstrukcje teoretyczne, co nadaje mu status konceptualisty, nie obawia się materializować własnych tworów myślowych, tym samym zmieniając swój status z konceptualisty w realizatora, a także w artystę, a nie tylko urabiacza idei. Michał Brzeziński jest nie tylko realizatorem. Możemy śmiało powiedzieć, iż jest on także realistą, gdyż umiejętnie manipuluje widzem tak, aby odkrył on prawdę - artystyczną. Fałszując wnioski, które wydają się być aksjomatami dla większości odbiorców jego sztuki, równie dobrze mogących być zbiorowiskiem słuchaczy na wykładzie w tajnym laboratorium CERN, ukazuje rzeczywistość będącą odwrotnością zmanipulowanego przez media świata. Notabene do obnażania sposobu zwalczania działań systemu używa takich samych metod i narzędzi, co jego projektanci. Media nie tylko są narzędziami i generatorami manipulacji, są nimi także naukowcy wyciągający mylne wnioski ze swych badań i podający je jako prawdziwe, niepodważalne i ostateczne do wiadomości ogólnoświatowej opinii publicznej, a także badacze pracujący na rzecz korporacji, którzy są bądź co bądź są zaprogramowani w ten sposób, aby otrzymywać stosowne wnioski.